Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lipca 2013

Herbaciana przyjaźń

Przyjaźń między dwojgiem ludzi może przybrać różne kształty. Z literatury znamy wiele przykładów takiej relacji, bo nie ma chyba książki, w której nie poświęcałoby się jej większej lub mniejszej uwagi. W powieści Hansa Magnusa Enzensbergera "Józefina i ja" przyjaźń gra rolę kluczową, o czym możemy przekonać się już czytając pierwsze strony tej niewielkiej (zaledwie 170-stronnicowej) książeczki.
Jest to opowieść o 30-letnim Joachimie, który pewnego dnia pomaga starszej pani - tytułowej Józefinie - gdy na środku ulicy złodziej kradnie jej wysadzaną perełkami torebkę. Dzięki interwencji młodego mężczyzny epizod ten kończy się dobrze i staje się początkiem znajomości, która zadziwia zarówno Joachima, jak i samą staruszkę. Młodzieniec, zaproszony na herbatę, regularnie odwiedza Józefinę (zawsze we wtorek o 17:00), z którą wymienia poglądy dotyczące różnych dziedzin życia. Zdanie rezolutnej starszej pani - tak odmienne od poglądów młodego ekonomisty, pozwalają spojrzeć mu na swoje życie z zupełnie innej strony. O ile na początku Joachim wydaje się być starszy duchem niż jest (pierwsze kilkadziesiąt stron sprawiało wrażenie, jakby bohater był tylko nieco młodszy od Józefiny), to już pod koniec "młodnieje", jakby kontakty ze staruszką przywróciły mu pewność siebie i młodzieńczy wigor.
Powieść, napisana z humorem i w oszczędnym, ale eleganckim stylu, jest miłą lekturą, której nie można pominąć, jeśli natraficie na nią podczas bibliotecznych poszukiwań. Polecam!

niedziela, 26 lutego 2012

O płomiennym uczuciu pewnej guwernantki

Do czego zdolna jest kobieta by zdobyć serce upragnionego mężczyzny? To pytanie zadają sobie od wieków filozofowie, poeci, naukowcy, filmowcy oraz zwyczajni ludzie. Wśród wymienionego przeze mnie grona z pewnością jest również niemiecka pisarka Esther Vilar - autorka fenomenalnej powieści "Siedem pożarów Mademoiselle", którą jednym tchem przeczytałam w ten weekend.
Jest to opowieść o francuskiej guwernantce - Catherine Loucheron, opiekującej się córką argentyńskiego dyplomaty - Carlotą Linares. Mademoiselle jest kobietą niezwykłej urody, za którą szaleją wszyscy mężczyźni, ona jednak nie zważa na ich awanse, co jeszcze bardziej rozbudza ich pożądanie. Wszystko zmienia się w chwili, gdy podczas bożonarodzeniowej kolacji w płomieniach staje choinka Linaresów, a do ich domu przyjeżdża ekipa miejscowych strażaków z niepozornym Nickiem Kowalskim na czele. W jednym momencie zmienia się życie zarówno guwernantki, jak i jej podopiecznej. Bowiem Mademoiselle zakochuje się w łysiejącym dowódcy straży, który zdaje się w ogóle nie reagować na urodę i wdzięk młodej Francuzki. Co więc zrobić, by zdobyć ukochanego? Intryga, jaką ukuwa kobieta wraz z Carlotą zdziwi niejednego wielbiciela literatury!
Czytając tę książkę nie mogłam powstrzymać uśmiechu pojawiającego się co chwila na mojej twarzy. Esther Vilar pisze lekko i z humorem, doskonale ukazując przewrotność kobiecej psychiki. Nie obywa się również bez wiary w szczerą miłość oraz świetnych cytatów, których nie omieszkam się zapisać w moim zeszycie literackich złotych myśli. W tej książce nic nie rozczarowuje: jest po prostu doskonała od początku do samego bajkowego końca. Szczerze polecam!

sobota, 7 maja 2011

Truskawki splamione krwią

Niewiele miałam w życiu okazji do tego, by czytać niemieckie kryminały. Może dlatego, że nie były mi one znane, a może dlatego, że żaden z nich nie miał tytułu, który zaintrygowałby mnie tak bardzo, jak książka niemieckiej pisarki Moniki Feth: "Zbieracz truskawek".
Historia pisana jest z perspektywy kilku osób. Jette - główna bohaterka - traci przyjaciółkę, która padła ofiarą tajemniczego zabójcy. Publicznie poprzysięga mu zemstę, co nie uchodzi jego uszom i powoduje, że zaczyna się niebezpieczna, ale i zaskakująca gra...
Książka aż prosi się o to, by zdradzić jej zakończenie, które mimo iż nietypowe, wydaje się nieco tkliwe. Jette, która przez mniej więcej 3/4 powieści wydaje się być osobą rozsądną i odporną na miłosne uniesienia (zwłaszcza w kontekście śmierci przyjaciółki), nieświadomie staje się ofiarą... własnych uczuć.
Mimo tego książka jest ciekawa i czyta się ją z wielką przyjemnością. Warto po nią sięgnąć! 

czwartek, 3 marca 2011

Ponad wszystko

Miłość to piękne uczucie. Szczególnie ważna i na stałe zapadająca w pamięć jest ta pierwsza, poważna, od której niekiedy zależy, jak potoczą się nasze losy i jakie będzie nasze spojrzenie na świat...
Taką właśnie miłość opisuje nam Bernhard Schlink – niemiecki profesor prawa i powieściopisarz, który na kartach książki „Lektor” przedstawia nam postać Michaela. Bohater to pierwsze, gorące uczucie przeżył w wieku piętnastu lat, a jego partnerką była wówczas dużo starsza, ale emanująca niespotykanym czarem konduktorka tramwajowa Hanna. Ich potajemne schadzki nie różniłyby się za bardzo od innych typowych romansów, gdyby nie fakt, że Michael za każdym razem czyta Hannie książki, czemu jak można się domyślić, zawdzięczamy tytuł powieści. Pewnego dnia kobieta niespodziewanie znika, pozostawiając Michaela jedynie ze wspomnieniami i uczuciem, które będzie mu towarzyszyło przez całe życie.
Jednak na tym nie koniec historii. Po latach Michael, jako student prawa, ponownie spotyka swoją ukochaną, tym razem w okolicznościach, jakich by się nie spodziewał. Kobieta sądzona jest za zbrodnie wojenne, które popełniła przed laty.
Jednakże nie zbrodni wstydzi się Hanna najbardziej, lecz sekretu, który może się wydawać bardzo banalny i prozaiczny. Jest nim ukrywany przez lata analfabetyzm, który pośrednio przyczynił się nie tylko do zbrodni, o które oskarża się Hannę, jak i do rozdzielenia jej z zakochanym w niej Michaelu.
I choć prawdopodobnie ta miłość nie miałaby szans, jest nam żal zarówno głównego bohatera, jak i pani Schmitz.
Powieść Bernharda Schlinka to historia, gdzie głównym wątkiem jest właśnie miłość Michaela do Hanny, a dopiero w następnej kolejności odczytujemy przestrogę, jaką dała Europie i światu II wojna światowa. „Lektor” to powieść o pierwszym i najważniejszym uczuciu w życiu człowieka: o miłości, która kształtuje nas i czyni takimi, jacy jesteśmy.
Nie jest to moim zdaniem historia z happy endem. Przemawia już za tym sam fakt, że Hanna wiesza się, nie umiejąc, po odbyciu wieloletniej kary więzienia, przystosować się do życia na zewnątrz. Sam Michael zaś wiele lat spędził naznaczony piętnem miłości nieszczęśliwej i niespełnionej. Ukochana – w jego młodym i nieukształtowanym jeszcze umyśle – stała się ideałem, którego nie potrafił już odnaleźć w żadnej innej kobiecie. Hanna, mimo ujawnienia swej mrocznej przeszłości, nadal pozostaje tą jedyną. Kolejny dowód na to, że serce i rozum nie zawsze idą w parze.
Mimo to „Lektor” to piękna i pouczająca lektura, napisana w prosty, ale ujmujący sposób. Docenili to także twórcy filmu pod tym samym tytułem, który jako adaptacja powieści został nominowany do pięciu Oscarów i, podobnie jak książka, zebrał świetne recenzje zarówno wśród krytyków jak i widzów na całym świecie.